Nasza „Bernadka”. Dojeżdżała z Zabełcza. W klasie siedziała w ławce przede mną. Była pierwszą w dzienniku. Miało to dla niej dobre i złe strony. Gdy nasi szacowni psorzy wpadali od czasu do czasu w szał odpytywania, z reguły ona pierwsza szła do raportu. W jej przypadku był więc to krótki stres, natomiast my, gdy nieuchronnie zbliżała się nasza kolej, dostawaliśmy tak nadmiernego przypływu adrenaliny, że aż kurczyły się nam żołądki. Po raz ostatni widziałam ją, niestety, 16 lat temu. W pamięci mam szczupłą, wysoką dziewczynę. Pogodną i bardzo wesołą. Przed rokiem, gdy pojechałam ją zaprosić na klasowe spotkanie z okazji 15-lecia matury była właśnie we Włoszech. Oj, Bernadko, czy aby nie porwał Cię jakiś południowiec?
[Dziennik Polski, 4 września 2003, artykuł Igi Michalec]
(jako temat wiadomości podaj imię osoby, której dotyczy komentarz!)