Kochała zbierać klasowe pieniądze, choć chytrości i pazerności trudno byłoby zauważyć w jej charakterze. Była też, wspólnie z Renatką, pierwszą do załatwiania spraw klasowych. "My to załatwimy" - zgłaszały się do prof. Jacka Ogorzałka. Zazwyczaj jednak przy załatwianiu piętrzyły się najprzeróżniejsze przeszkody, co powodowało, że tę czy inną lekcję trzeba było upuścić, a profesor głowił się, jak to u kolegów usprawiedliwić. Dzięki jednak tym zdolnościom organizatorskim klasa była na niejednej wycieczce. Zdarzało się Magdusi nieraz nie uważać na lekcji.  - "O czym to mówiliśmy?" - pytał się któryś z profesorów.  - "Mówiliśmy, paaanie profesorze o rzeczy ważnej" - zaczynała Magda, rozglądając się po klasie w oczekiwaniu pomocy. Dziś sama jest szanownym "ciałem pedagogicznym". Po skończeniu polonistyki uczyła w Szkole Podstawowej nr 20, Gimnazjum nr 5, teraz w Zespole Szkół nr 1.

[Dziennik Polski, 4 września 2003, artykuł Igi Michalec]

 Skomentuj

(jako temat wiadomości podaj imię osoby, której dotyczy komentarz!)